menu

Piotr Kuczyński: Problemem nadgodziny, a nie ustawowa długość pracy

19.06.2017, godz. 02:00
Piotr Kuczyński
  Piotr kuczyński Główny analityk Xeliona foto archPiotr Kuczyński Główny analityk Xelio foto: Archiwum

Rozmowa Tomasza Walczaka z Piotrem Kuczyńskim na temat tego, ile pracują Polacy. "Problemem nadgodziny, a nie ustawowa długość pracy"

"Super Express": - W liście do zgromadzonych na zjeździe klubów "Gazety Polskiej" Jarosław Kaczyński napisał m.in., że Polki i Polacy "pragnący naprawy naszego państwa, marzący o silnej i suwerennej RP" muszą jeszcze więcej pracować i jeszcze bardziej się starać. Gdyby ten fragment potraktować dosłownie, czyli jako wezwanie do wytężonej pracy, to da się jeszcze wykrzesać siły z Polaków do jeszcze większego wysiłku?

Piotr Kuczyński: - Na pewno Polakom nie można zarzucić, że nie jesteśmy narodem pracowitym. Jest wręcz przeciwnie - pracujemy bardzo ciężko. Liczba godzin, którą spędzamy w pracy jest bardzo duża na tle całej Europy. Spośród członków Unii Europejskiej więcej w ciągu roku przepracowują od nas tylko Grecy.

- No właśnie, warto przypomnieć w tym miejscu, że pojawiają się w różnych środowiskach lewicowych postulaty skrócenia czasu pracy z obecnych 40 do 35 godzin tygodniowo. Polska gospodarka jest na to gotowa?

- Chyba jeszcze nie. Nadal jesteśmy krajem, który się rozwija i nadal musi gonić największe gospodarki Zachodu. Dlatego uważam, że obecne 40 godzin pracy tygodniowo to jest w sam raz. Do tego mamy dwa dni wolnego w tygodniu. Na razie nie trzeba nic zmieniać.

- To, kiedy będziemy na takim poziomie rozwoju gospodarczego, żeby móc sobie pozwolić na krótszy tydzień pracy?

- Jeśli mamy wybiegać już w przyszłość, to wraz z postępującą robotyzacją pracy i wypieraniem z niektórych sektorów rynku ludzi, siłą rzeczy będziemy pracować dużo mniej. To zresztą będą czasy, kiedy będziemy tęsknić za tym, żeby spędzać dużo więcej czasu w pracy. Ale trzymając się "tu i teraz", proszę zwrócić uwagę, że we Francji, gdzie ten tydzień pracy jest krótszy o 5 godzin, powracają postulaty jego wydłużenia. Z kolei Niemcy, którzy są wielokrotnie bogatsi od nas, pracują tyle samo godzin co my i nie ma tam pokusy, by ograniczać czas pracy.

- Jest subtelna różnica między nami a Niemcami - tam po ośmiu godzinach pracy pracownicy idą do domu. U nas plagą są nadgodziny i praca w domu. Może więc trzeba przyłożyć większą wagę do tego, by 40?godzin tygodniowo było 40 godzinami, a nie 50 czy 60?

- Tu się z panem zgadzam. Należy zadbać o to, żeby wyeliminować wykorzystywanie pracowników ponad miarę, by nie było zbyt wielu przymusowych nadgodzin. Jak to destruktywnie wpływa na pracowników, pokazał przykład Japonii, gdzie tamtejsi pracownicy spędzali niemal całe dnie w pracy. To rujnuje życie osobiste pracowników, rujnuje ich życie rodzinne i niesie ze sobą poważne koszty społeczne. Należałoby dążyć do tego, żeby nie przekraczać 40-godzinnego tygodnia pracy, a nadgodziny były wyjątkiem nie normą.

- Tylko kto miałby to wyegzekwować? We wspomnianych Niemczech po 8 godzinach chodzi związkowiec i wypędza ludzi do domu. U nas, jak wiemy, związki są słabe albo - jak w większości firm - ich po prostu nie ma.

- Myślę, że duża tu rola przepisów, by zarówno zatrudniającym opłacało się nie przemęczać pracowników, a zatrudnionym zostawać na ewentualnych nadgodzinach. Gdyby zastosować na przykład przepisy, które wprowadzałyby bardzo wysokie stawki za nadgodziny, to mają w perspektywie ogromne koszty, pracodawca nie wykorzystywałby pracy swoich pracowników ponad swoje siły.

ZOBACZ: Patryk Jaki: Zachowanie Gronkiewicz-Waltz pokazuje, że bardzo się boi

Źródło: X-NEWS
autor: Rozmawiał Tomaz Walczak zobacz inne artykuły tego autora
WIĘCEJ WIADOMOŚCI