menu

Anna Dymna: Pomagać trzeba mądrze, konkretnie, krystalicznie uczciwie

20.03.2017, godz. 00:00

Adam chciał umrzeć. W liście do Anny Dymnej pisał, że leży w hospicjum, straszliwie cierpi i gnije. Gnije dosłownie. Odleżyny miał potworne. Ale jego lekarz twierdził, że skoro chłopak jest sparaliżowany i ma odleżyny, to przecież musi cierpieć. Dla Anny Dymnej nie był to argument.

Aktorka natychmiast skontaktowała się ze znajomym lekarzem psychiatrą. Ten uruchomił własne kontakty medyczne. Adama przewieziono do klinki oparzeń i tam zoperowano.

– Dało się uratować chłopaka? Dało się! Wystarczyła dobra wola oraz życzliwość. Tego rodzaju przypadki uświadamiają mi, że zasłanianie się brakiem pieniędzy albo procedurami to nierzadko zwyczajne mydlenie oczu – podkreśla prezes fundacji „Mimo Wszystko”.

Z krańcowo dramatycznymi sytuacjami osób chorych i niepełnosprawnych Anna Dymna styka się niemal każdego dnia. Chociaż żyjemy w sercu Europy, to wciąż w naszym kraju istnieją ludzie całkowicie zepchnięci na społeczny margines. Oni nie mają siły przebicia, nie są w stanie wyjść na ulicę, by walczyć o swoje prawa i godność. Niektórzy o pomoc dla siebie nie potrafią nawet prosić. Mogą żyć głównie dzięki wsparciu takich organizacji jak fundacja „Mimo Wszystko”.

O Januszu Świtaju zrobiło się głośno dopiero wtedy, gdy ten, jako pierwszy Polak, domagał się sądowej zgody na zaprzestanie uporczywej terapii. Rozpaczliwy głos całkowicie sparaliżowanego mieszkańca Jastrzębia-Zdroju, który przez wiele lat nie opuszczał swojego pokoju, stał jednak głównie pretekstem do tego, by nasi dyżurni moraliści toczyli w mediach spór na temat etycznego wymiaru eutanazji. Anna Dymna nie brała udziału w tych dyskusjach. W jednym z wywiadów powiedziała: „Janusz nie chce umierać. On rozpaczliwie woła o pomoc”. I zaczęła działać.

Od kilku lat, dzięki Fundacji Anny Dymnej „Mimo Wszystko”, Świtaj porusza się specjalistycznym wózkiem, pracuje jako fundraiser i internetowy analityk. Napisał też autobiografię, studiuje psychologię, uczestniczy w kampaniach społecznych, został uhonorowany tytułem „Człowiek bez barier”. Nie on jeden, dzięki Fundacji Anny Dymnej „Mimo Wszystko”, został wyrwany ze szponów beznadziei.

– Pomagać trzeba mądrze, konkretnie, celowo i krystalicznie uczciwie – mówi aktorka. – Na zaufanie społeczne moja fundacja ciężko pracuje każdego dnia. Słyszę nieraz, że takiej Dymnej łatwo jest pomagać, bo ma znaną twarz. Ale to nieprawda. Gdy dowiaduję się na przykład, że ktoś „przekręcił” dziesięć milionów, to zwyczajnie robi mi się niedobrze. Czasami po nocach nie śpię, ponieważ zastanawiam się, w jaki sposób pozyskać pięć tysięcy złotych i uratować życie mojego podopiecznego. Bywa bardzo często, że ja i moi pracownicy „odbijamy się od ścian” w poszukiwaniu środków na realizację fundacyjnych projektów.

Fundacja „Mimo Wszystko” wsparła leczenie, rehabilitacje i edukację ponad 23 tysięcy osób chorych i niepełnosprawnych w całej Polsce, wybudowała i prowadzi dwa nowoczesne ośrodki terapeutyczno-rehabilitacyjne. Anna Dymna uważa jednak, że nie wystarczy doraźne pomaganie potrzebującym. Równie ważne jest zmienianie społecznego wizerunku osób chorych i niepełnosprawnych. Dlatego fundacja aktorki, od 13 lat, organizuje Ogólnopolskie Dni Integracji „Zwyciężać Mimo Wszystko”, Festiwal Zaczarowanej Piosenki, „Indeks Marzeń” i wiele innych projektów, które maja na celu pokazanie, że osoba niewidoma, poruszająca się o kulach albo na wózku jest taka sama jak człowiek w pełni zdrowia i sił, i że nie może być wykluczana. Praca fundacji „Mimo Wszystko” nad zmianą społecznej świadomości przynosi wymierne efekty. Na przykład Aleksandra Bogucka, ubiegłoroczna laureatka Festiwalu Zaczarowanej Piosenki, ogólnopolskiego konkursu dla utalentowanych wokalnie osób niepełnosprawnych, wystąpi podczas tegorocznego Krajowego Festiwalu Polskiej Piosenki w Opolu.

Fundacja Anny Dymnej powstała w 2003 r. Aktorka zaznacza, że założyła ją w bardzo konkretnym celu: by ratować od beznadziei dwadzieściorosześcioro dorosłych osób niepełnosprawnych intelektualnie, którzy, na skutek zmiany przepisów, utracili prawo do korzystania z Warsztatów Terapii Zajęciowej.

– Przepisy niewiele mnie obchodziły. Interesował mnie wyłącznie fakt, że ci ludzie nie mogą dłużej rehabilitować się. Myślałam o tym z przerażeniem. Wszystko wskazywało na to, że będą mieli dach nad głową i dostaną jeść, lecz całe dnie przyjdzie im spędzać w beznadziei, kiwając się pod ścianą.

Potem sprawy potoczyły się lawinowo. Fundacja zaczęła obejmować opieką setki, a potem tysiące ludzi w całej Polsce, realizowała nowe projekty. Najwyższą godność akademicką, tytuł doktora honoris causa Akademii Pedagogiki Specjalnej w Warszawie, Anna Dymna otrzymała w ubiegłym roku głównie za to, że, jak napisano w laudacji: „pracę na scenie, w filmie, szkole teatralnej łączy z niezwykle skuteczną działalnością na rzecz osób chorych i niepełnosprawnych”.

WIĘCEJ WIADOMOŚCI